Czy Tusk pomoże utonąć Platformie?

   2012-09-20 12:33:55

Z pozoru wygląda na to, że afera Amber Gold niewiele zaszkodziła Platformie. Poziom poparcia dla niej od wielu tygodni oscyluje w okolicach 30 proc. Dziś jest taki sam (32 proc. poparcia) jak pod koniec lipca. Co więcej, po niewielkim spadku w sierpniu, partia, której przedstawiciele piastujący najwyższe stanowiska w Trójmieście, osobiście wciągali na płytę lotniska samolot oszusta i, co coraz bardziej widoczne, wspierali jego pozycję i interesy - odrobiła straty.

Podobnie jak w sondażach innych pracowni zmniejszył się jednak dystans między Platformą, a partią opozycyjną. PiS zyskał w ciągu ostatnich dwóch tygodni dwa procent i popiera go 29 proc. Polaków. Nic nowego w tym jednak nie ma - partia ta w sierpniu miała poparcie na tym samym poziomie, ale od PO dzielił ją wtedy tylko jeden punkt proc. Śledząc poparcie badane przez Homo Homini dla obu największych partii od końca lipca, a zatem sprzed początku afery Amber Gold, można stwierdzić, że PiS wprawdzie zmniejsza niekiedy do minimum dystans do PO, ale partia liberałów z Pomorza ma wciąż umiejętność, by o dwa, trzy punkty procentowe opozycji uciekać. 

To co jest znaczące w sondażu, to dramatyczny wzrost negatywnych ocen dla premiera. Jeszcze w poprzednim badaniu z początku września sondaż rejestrował ten sam trend - ponad 35 proc. ocen pozytywnych, przy ponad 50-proc. poziomie ocen negatywnych. Dziś dobrze ocenia Donalda Tuska 34, ale negatywnie blisko dwa razy więcej - aż 62 proc. badanych. Zatem tylko w ciągu dwóch tygodni aż o 9 punktów proc. zwiększyła się grupa Polaków, którzy oceniają Donalda Tuska źle. To fatalne notowania, a duża (31 proc.) grupa Polaków oceniająca szefa rządu zdecydowanie źle pokazuje stan zniecierpliwienia i irytacji poczynaniami szefa rządu. Opozycja domagając się odwołania premiera dobrze więc odczytuje oczekiwania społeczne. Polacy nie są od dawna zadowoleni z rządu - od miesięcy zbiera on złe oceny od ponad 60 proc. badanych. Ale dotąd samego premiera oceniano jednak znacznie pozytywniej. Teraz urok Tuska prysł - jego notowania są na podobnym poziomie jak całego rządu i są to oceny w przytłaczającej większości negatywne. 

Irytacja Polaków działaniami premiera wiąże się pewnie z wieloma przyczynami. Wśród nich nie bez znaczenia było opublikowanie rozmowy sędziego Ryszarda Milewskiego z rzekomym asystentem ministra Arabskiego opublikowana przez "Gazetę Polską Codziennie". Kilka dni wcześniej premier Tusk wyjaśniał w sejmie, że w sprawie Amber Gold państwo okazało się nieskuteczne, gdyż zasadą w liberalnej demokracji jest to, że instytucje, takie jak sądy i prokuratura, są niezależne. To dlatego, on premier, nie ma wpływu na to, jak działają. I że tak właśnie ma być. Ta fałszywa symetria - albo mamy demokrację i wtedy zdarzają się afery, albo rządy autorytarne i kontrolujące wszystko państwo, miała zdjąć polityczną odpowiedzialność z szefa rządu za bezkarne działanie Amber Gold. Obróciła się jednak przeciw samemu premierowi. 

Opublikowana rozmowa sędziego Milewskiego pokazała coś dokładnie odwrotnego - na czele gdańskiego sądu stoi sędzia, który chętnie uzgadnia z przedstawicielem premiera termin i tempo badania afery, a pytany o skład sędziowski odpowiada: "Proszę się nie martwić, tak powiem". Bez względu na zabiegi propagandystów PO, by traktować sprawę sędziego Milewskiego jako odosobniony przypadek, który w ogóle nie dotyczy działań podejmowanych przez premiera, Polacy zobaczyli czarno na białym to, o czym mówi się po cichu - całkowitą dyspozycyjność wymiaru sprawiedliwości wobec rządu. Dostrzegli i to, że szef rządu z mównicy sejmowej opowiadał im bajki. Premier, którego syn pracował dla właściciela Amber Gold i który boi się podsłuchów, gdy rozmawia z pierworodnym na ten temat, zyskuje więc w oczach Polaków wizerunek osoby co najmniej zainteresowanej w tym, by afera Amber Gold nie była rzetelnie wyjaśniona. Stoi w oczywistym konflikcie interesów - nie tylko nadzoruje służby specjalne, które prowadzą postępowanie wobec Amber Gold, ale też - jak zostało dowiedzione - ma podporządkowany wymiar sprawiedliwości. 

Na pytania dziennikarzy "GPC" na konferencjach prasowych (stawianych tylko przez nich) o ów konflikt interesów, szef rządu zwyczajnie nie odpowiada. Aktualny sondaż Homo Hominipokazuje, że między innymi odpowiedzi na to pytanie oczekuje znakomita większość Polaków. Tą odpowiedzią - tak byłoby w państwach, w których poważnie traktuje się procedury demokratyczne - powinna być komisja śledcza i... dymisja premiera. PO, jak wszyscy wiemy, nie jest jednak zdolna do zmuszenia swego lidera do ustąpienia, a rzetelne wyjaśnienie Amber Gold mogłoby być dla niej samobójcze. To jednak może ją kosztować (choć nie musi, bo medialny front obrony premiera wciąż może sprawić cuda) utratą poparcia wyborców. Jedno wydaje się jasne - Donald Tusk jest dziś największym obciążeniem rządzącej partii. 










Joanna Lichocka specjalnie dla Wirtualnej Polski 

Autorka jest zastępcą redaktora naczelnego "Gazety Polskiej Codziennie", publicystką "Gazety Polskiej" i platformy vod.gazetapolska.pl.


+ Komentarze


Dodaj Komentarz

Stolica Polski: